RSS
Areny sportowe

Wyszukiwarka

Panel użytkownika


Menu

Informacja o plikach cookies

Witryna korzysta z plików cookies.

Pożegnanie Dudka i słabe, choć historyczne zwycięstwo

Dodano: 5 czerwca 2013 Ostatnia aktualizacja: 5 czerwca 2013 0 komentarzy

Reprezentacja Polski planowo pokonała wczoraj w towarzyskim meczu Liechtenstein 2:0. Przewaga biało-czerwonych przez całe 90 minut nie podlegała dyskusji, choć wynik nie robi oszałamiającego wrażenia. Był to pierwszy w historii mecz naszej kadry z Liechtensteinem i z tego powodu spotkanie przejdzie do historii. Na uwagę zasługuje także pożegnalny występ Jerzego Dudka oraz powrót reprezentacji po wielu latach na stadion Cracovii.

Mecz pierwotnie, jak podawałem w lutym miał odbyć się dzień wcześniej, jednak później PZPN podjął decyzję o zmianie terminu. Przed wczorajszym spotkaniem z powodu dużych opadów deszczu były obawy, czy ono się odbędzie, jednak murawa na obiekcie Cracovii okazała się dobrze przygotowana. Polacy od początku meczu byli stroną dominującą, choć gra piłkarzy Liechtensteinu nie przypominała totalnej defensywy, jaką zaprezentował ostatnio nasz poprzedni rywal, San Marino. Mimo, że wczorajszy przeciwnik biało-czerwonych uważany jest za futbolowego outsidera, to jednak jest to na dzień dzisiejszy drużyna wyraźnie lepsza od San Marino. Ataki biało-czerwonych były jednak mało skuteczne, brakowało także stuprocentowych okazji na zdobycie gola. Kompletnie bezrobotny był za to Jerzy Dudek, który bodajże kilka razy miał tylko kontakt z piłką. Po nieco ponad pół godzinie gry rozgrywający swój pożegnalny występ w kadrze zasłużony bramkarz został zastąpiony przez Artura Boruca. Żegnający go kibice zgotowali mu owację na stojąco (Dudek był zresztą entuzjastycznie dopingowany przez cały okres przebywania na boisku), a pozostali piłkarze utworzyli szpaler na wzór pożegnania, jakie Dudek miał odchodząc z Realu Madryt. Bramkarz rozegrał tym samym swoje 60. spotkanie w barwach Polski, wchodząc do Klubu Wybitnego Reprezentanta (którego członkami są piłkarze mający przynajmniej 60 występów dla biało-czerwonych). Dla statystyków istotne będzie także, że grając w tym meczu Dudek został jednocześnie najstarszym reprezentantem kraju, mając 40 lat i 73 dni.

Wracając do meczu, pierwsza połowa mimo dominacji Polaków zakończyła się bezbramkowym remisem. Po przerwie i dokonaniu paru zmian przez selekcjonera biało-czerwoni przycisnęli jeszcze mocniej, czego efektem była zdobyta w 53. minucie bramka. Świetnym prostopadłym podaniem popisał się debiutujący w kadrze Piotr Zieliński. Wchodzący z prawego skrzydła kolejny debiutant, Bartosz Bereszyński doskonale odegrał z kolei z pierwszej piłki do Artura Sobiecha, który celnym strzałem po ziemi pokonał bramkarza gości. Druga bramka, zdobyta w 72. minucie, to z kolei bardzo dobra akcja Macieja Rybusa, który po przejęciu piłki w środku pola samotnie wyprowadził kontratak i lobując bramkarza skierował piłkę do bramki rywali. Oprócz strzelca drugiej bramki, Macieja Rybusa dobrze w meczu zaprezentował się również Bartosz Bereszyński. Zieliński miał kilka dobrych podań, w tym jedno genialne, które pozwoliło strzelić pierwszego gola, solidnie zaprezentował się też Jędrzejczyk. Bramkarze byli niemal bezrobotni, więc ciężko ich oceniać, natomiast autor pierwszej bramki, Sobiech, mimo wszystko w mojej ocenie nie zachwycił, podobnie jak i kilku innych piłkarzy którzy jeszcze wystąpili w tym spotkaniu. Spotkanie oceniam jednak pozytywnie, tym bardziej że był to pierwszy mecz w historii obu reprezentacji. Jedynymi niepokonanimi przez biało-czerwonych drużynami w Europie pozostają więc już tylko Czarnogóra (najbliższy mecz już we wrześniu na stadionie Narodowym) i Niemcy. Spodziewałem się za to wyższej frekwencji, która wyniosła 8500 widzów. Mam wrażenie, że kibiców odstraszyła zbyt wysoka cena biletów, jak na takie spotkanie. Przed Polakami natomiast teraz ważny, wyjazdowy mecz eliminacji do Mistrzostw Świata 2014 z Mołdawią. Jeśli chcemy realnie liczyć się jeszcze w walce o awans, musimy wygrać to spotkanie.

Nie mogę też nie wspomnieć o powrocie reprezentacji na stadion Cracovii, która ostatnio zagrała na nim (jeśli oczywiście uznawać obecny obiekt za kontynuatora tradcji starego stadionu, ale co do tego chyba nie ma większych wątpliwości) w 1925 roku. Ogółem przed meczem z Liechtensteinem na tym obiekcie reprezentacja rozegrała cztery spotkania (14 maja 1922 roku z Węgrami (0:3; był to drugi mecz reprezentacji Polski w historii i pierwszy grany na własnym terenie), 3 czerwca 1923 roku z Jugosławią (1:2), 1 listopada 1923 roku ze Szwecją (2:2) oraz 1 listopada 1925 roku, również ze Szwecją (2:6)). Mecz z Liechtensteinem był więc pierwszym wygranym przez biało-czerwonych na tym obiekcie.

Skrót spotkania:


PolskaLiechtenstein 2:0 (0:0), 4 czerwca 2013
Stadion: Stadion Cracovii, Kraków
Sędzia: Siergiej Karasiow (Rosja)
Widzów: 8 500
Bramki: Sobiech 53' – Rybus 72'
Polska: Jerzy Dudek (34' Artur Boruc), Artur Jędrzejczyk, Bartosz Salamon (46' Bartosz Bereszyński), Marcin Komorowski, Jakub Wawrzyniak (46' Sebastian Boenisch), Kamil Grosicki (46' Piotr Zieliński), Ariel Borysiuk, Adam Matuszczyk, Adrian Mierzejewski (68' Jakub Kosecki), Maciej Rybus (79' Daniel Łukasik), Artur Sobiech
Liechtenstein: Peter Jehle (46' Cengiz Biçer), Yves Oehri (46' Franz-Josef Vogt), Martin Stocklasa, Mario Frick (46' Daniel Kaufmann), Ivan Quintans (81' Olcay Gür), David Hasler, Martin Büchel, Sandro Wieser (83' Robin Gubser), Nicolas Hasler, Mathias Christen, Thomas Beck (59' Seyhan Yildiz)

P.S. Wczoraj poznaliśmy także pierwszego uczestnika finałów Mistrzostw Świata (po Brazylii, która awans na mundial ma zagwarantowany jako gospodarz), którym została Japonia. Japończycy, podejmujący u siebie Australię do awansu potrzebowali remisu i taki też rezultat uzyskali. Zwycięski punkt nie przyszedł jednak gospodarzom łatwo, bo choć przez cały mecz byli stroną dominującą, to nie byli jednak w stanie sforsować obrony gości. Co więcej, po jednym z kontrataków to Australia wyszła na prowadzenie, a bramkę strzelił w 82. minucie Tommy Oar (nawiasem mówiąc jego strzał bardziej wyglądał na nieudane dośrodkowanie, niż na próbę pokonania golkipera rywali). Tuż przed upływem 90 minut po zagraniu ręką w polu karnym przez jednego z graczy Australii sędzia podyktował jedenastkę i przed Japończykami pojawiła się szansa na wyrównanie. Karnego strzałem w środek bramki na gola zamienił Keisuke Honda. Wynik 1:1 utrzymał się do końcowego gwizdka i Japonia mogła się cieszyć z awansu na mundial.

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz[regulamin]






Wszystkie pola są wymagane




Copyright © 2012–2017 by arenysportowe.eu